„A co ja mam powiedzieć o przemijaniu? Ile mi jeszcze zostało? Wszystko wpada do jakiejś dziury. Nie myśmy to pierwsi zauważyli. Marność nad marnościami, wszystko to marność. Nawet jeśli ktoś z nas zapisze się w pamięci zbiorowej, to na jak długo i przede wszystkim, po co? To jak sen we śnie. To porównanie też już kilkakrotnie wymyślono od nowa i zawsze tak samo. No, ale trzeba wracać do rzeczywistości, remontować, malować, kupować kolejne aparaty cyfrowe, powiększać lub zmniejszać cycki, zazdrościć innym, że jeszcze nie zjedli przydzielonego im kotleta pod nazwą życie. Na niektórych dopiero oczekuje na talerzu. Jakże wspaniale pachnie! Natomiast my, otumanieni alkoholem podanym litościwie przez pomocnika kata, stoimy pod szubienicą i nawet nie warto wymyślać i wypowiadać ostatnich słów, bo nikt z zajętych konsumpcją nie słucha. Ale im też nie ma czego zazdrościć. Będzie z nimi to samo co z nami. Albo napchają się po dziurki od nosa i wyrzygają to, co zjedli, albo będą sobie odmawiać i potem z żalem patrzeć, że niezjedzone zgniło. Wszystko to marność. Nie ma na nią skutecznego sposobu.”
Troska.
Człowiek umiera na ratu.
Prawdziwa pasja.
„Tomasz musiał być pasjonatem, do tego chciał mieć wszystko od razu, to co posiadał mu nie wystarczało. Byli już tacy jak on, w historii: Byron, Lermontow, Słowacki, na przykład. Byron, w pewnym momencie życia poszukiwał śmierci i znalazł ją w Turcji. Lermontow, mając 26 lat, również zaczął poszukiwać śmierci i znalazł ją w bezsensownym pojedynku na Kaukazie. Są ludzie, którzy spalają się jak komety, tworząc atmosferę naszego żywota na Ziemi i Tomek do nich należał. Jak to można wytłumaczyć? W życiu twórcy moment zachwiania równowagi zaczyna być impulsem do tworzenia. Jeżeli wszystko jest w pełnej równowadze to mamy stagnację. Wśród ludzi twórczych nie ma – przewidzianych normą ogólnospołeczną – ludzi normalnych! Proszę wnikać w psychologię twórczości. To twórcy są normalni, a zjadacze rosołu, którzy lubują się w plotkach o życiu osobistym twórców, są na obrzeżach patologii, to karły, którym się wydaje, że coś widzą i rozumieją.”
Leon Zawadzki

Siła emocji.
„Otóż pewnego razu pan Tomasz przyniósł kolejny problem: nieprzytomnie zakochał się w pewnej dziewczynie, sprzedawczyni w jakimś kiosku, sprzedawała zdaje się hot-dogi, czy coś w tym rodzaju. Kiedy Tomasz ją zobaczył to, jak mawiają, wzięło go, i – mówiąc słowami Boya – „dostał takiej manii, że chciał tylko od Stefanii”, a nie wiedzieliśmy nawet jak dziewczyna ma na imię. Koniecznie chciał, by zwróciła na niego uwagę, marzył by stała się mu bliska, chciał by zrozumiała, dowiedziała się, iż on ją adoruje, pragnie itd., jak to bywa, gdy – znowu Boy – „w tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz”…
Tomasz skarżył się, że on, który potrafił rozmawiać ze wszystkimi i swobodnie artykułować swoje myśli, zapominał języka w gębie, zapominał nawet jak się nazywa, kiedy się zbliżał do owego kiosku.
Chodził dokoła tego problemu i dosłownie dokoła tej dziewczyny, raczej kiosku, bo do niej nie dotarł nigdy, dość długo, około pół roku. Przychodził do mnie częściej, abym mu wyjaśnił, dlaczego ten romans mu nie wychodzi, nawet nie wie jak zacząć. Odpowiedziałem: – panie Tomaszu, przede wszystkim może o to właśnie chodzi, aby wszystko pozostało jak jest, bo ona jest… za głupia dla pana, nic panu na to nie poradzę! Jeśli pan powie do niej coś inteligentnego, to ona tego nie zrozumie, a pan to czuje i zwyczajnie się tego boi. A po nawiązaniu z nią kontaktu może się pan zrazić jej sposobem bycia, zachowaniem, czy odezwaniem się. Tomasz ustalał więc przy mnie słownik, swoisty leksykon ewentualnej rozmowy z tą dziewczyną, zajęcie to jest naturalne dla zakochanych. ”
Leon Zawadzki




